Wyprawa roku dwutysięcznego.

Suwałki - Jeleniewo - Suwałki - Osowiec - Tykocin - Hajnówka - Binduga - Kodeń - Urszulin - Zawieprzyce - Józefów - Opatów - Kielce

W tym roku zmieniliśmy strategię, zamiast kręcenia się w jednym regionie było więcej jazdy z sakwami, tak więc udało się przejechać kawał kraju. Niestety skład był trochę niepełny, ale i tak było całkiem nieźle.

25 VII: Rybnik - Gliwice (30 km)

Wreszcie się doczekaliśmy i wyruszamy. Nasz pociąg startuje z Gliwic, więc mamy nadzieję, że uda się nam tam lepiej załadować. Kiedy weszliśmy na peron okazało się, że pociąg jest prawie pusty. Załadowaliśmy rowerki na koniec, a sami zajęliśmy ostatni przedział. Wbrew naszym przypuszczeniom przez całą drogę nikt nie wsiadł do naszego przedziału, niestety w Częstochowie dołączono drugi skład i musieliśmy przeprowadzić 2 rowery do WC. Dalej już zupełnie bez przygód dotarliśmy do Suwałk.

26 VII: Suwałki - Jeleniewo (58 km)

Chociaż byliśmy troche niewyspani po nocy w pociągu postnowiliśmy nie marnować dnia i ruszyliśmy na północ w kierunku jeziora Hańcza. Tam mieliśmy pierwszą (i jak się poźniej okazało nieostatnią) okazję pojeździć po kocich łbach (brrr.) Dalej już lepszą drogą (szutrową) jechaliśmy na zachód. Krajobraz był prawie górski, więc górek też było sporo i na zjazdach padło kilka rekordów prędkości. Ze wsi Smolniki było jeszcze pare kilometrów do Jeleniewa (na szczeście asfaltem) gdzie znaleźliśmy schronisko PTSM.

27 VII: Jeleniewo - Suwałki (95 km)

Trasa cokolwiek dziwna, bo prostą drogą do Suwałk było jakieś 12 km, ale nie wiedzieliśmy, że wylądujemy właśnie w Suwałkach. Rano trochę się chmurzyło i mżyło, ale jechało się w takim deszczyku zupełnie fajnie. Ruszyliśmy na zachód wzdłuż jeziora Szelment, drogi były prawie puste i tylko trochę pofałdowane i w końcu dotarliśmy do Sejn. Po posiłku pojechaliśmy w stronę jez. Wigry Kilkanaście minut później delikatna mżawka zamieniła się w regularny deszcz, a my nieszczęśliwie zatrzymaliśmy się pomiędzy przystankami i jakieś drzewo okazało się osłoną niewystarczającą, a na założenie "instalacji" przeciwdeszczowych było już za późno... Po jakimś czasie deszcz ustał i ruszyliśmy dalej. Od tej wodnej przygody zaczął mi świrowac licznik (przyszedł do siebie dopiero pod koniec wyprawy.) Dalej trasa wiodła drogami kamienistymi i piaskowymi do Płociczna lecz tam nie było schroniska. Nie mieliśmy wyboru i wróciliśmy 8 km do Suwałk.

28 VII: Suwałki - Osowiec (110 km)

Ruszyliśmy w końcu na południe, bocznymi drogami do Augustowa, tam "małe" conieco z cukierni (pączków za 16 zł) na rynku i dalej kawałek główną drogą, a potem znów bokiem. Jak zwykle samochodów prawie zero, a asfalt całkiem niezły. Po drodze oglądaliśmy śluzę na kan. Augustowskim. Kiedy dotarliśmy do Biebrzy droga zrobiła się szutrowa jednak tylko na parę km. Jeszcze mały przystanek nad rzeką i znowu był asfalt. Spotkaliśmy kombajn, czekamy w nadziei na przyczepienie się za nim (trochę wiało) a on bezczelnie skręcił sobie na pole ;-) Docieramy w końcu do Osowca. Jest stacja kolejowa, ale wsi nie ma. W końcu znaleźliśmy dojazd i schronisko. W schronisku jest stół pingpongowy, więc Łukasz i Tomek prawie cały wieczór i rano grają.

nas trzech... w biebrzy

29 VII: Osowiec - Tykocin (47 km)

Rano buszujemy po ruinach XIXw. rosyjskiej twierdzy przy jedynym przejściu przez bagna biebrzańskie. Jedziemy dalej na południe, niestety główną drogą i szybko się zmęczyliśmy. W końcu zdecydowaliśmy, że jedziemy do Tykocina. Znów bokiem przez wiochy, na szczęście tylko raz trafiliśmy na bruk. Na ostatnich 10 km Tomek wpadł rytm i zasuwaliśmy jakieś 27km/h. Zatrzymały nas dopiero kocie łby przed samym Tykocinem, okazało się, że prawie całe miasto jest wybrukowane. Gdy dojechaliśmy zaczęło się chmurzyć i grzmieć, a chwilę po tym jak weszliśmy do schroniska zaczęła się burza. Schronisko było eleganckie - prysznice itd. Wieczorem poszliśmy jeszcze na salę gimnastyczną.

30 VII: Tykocin (0 km)

Leje. W dodatku jest niedziela więc cały dzień się obijamy. Wieczorem deszcz się skończył i poszliśmy na obchód miasta (ruiny zamku itp.)

31 VII: Tykocin - Hajnówka (113 km)

Wypogodziło się i ruszyliśmy początkowo na południe a później na wschód. Jak zwykle bocznymi drogami. Tego dnia chyba 3 razy trafiamy na kocie łby. Na szczęście pchał nas wiatr i nie męczyliśmy się zbytnio. W końcu trochę się zgubiliśmy i pojechaliśmy nie tak jak chcieliśmy. Na moście nad Narwią trochę się poodzierałem (nie trafiłem na rower wsiadając na niego), a chwilę potem Tomek zmieniał dętkę. Potem już bez problemów dociągneliśmy do Hajnówki.

1 VIII: Hajnówka - Hajnówka (72 km)

To była wycieczka po puszczy Białowieskiej. Na samym początku (jeszcze w mieście) złapałem gumę. Potem droga wiodła do Narewki, stamtąd już leśną drogą przez puszczę do Białowieży. Jazda była niezła (bez bagaży.) Potem jeszcze rezerwat pokazowy żubrów i 15 km spowrotem do Hajnówki.

2 VIII: Hajnówka - Binduga (113 km)

I dalej na południe. Słońce mocno świeci i jeszcze do tego trochę przeszkadza wiatr. Ruszamy na Kleszczele, dalej w stronę granicy i później fajnym asfaltem i polną drogą (już nie tak fajną) wzdłuż granicy do wsi Koterka. Stajemy na chwilkę i łasi się do nas ładna czarna suczka, na szczęście nie pobiegła za nami gdy pojechaliśmy. Na mapie widać punkt widokowy, dokładamy 6 km żeby pooglądać Bug, ale nic z tego. Dalej znowu ja uparłem się żeby jechać na Grabarkę. Droga była... 6km po kocich łbach. Najlepiej wyszedł na tym Tomek - ma amortyzator i walił środkiem, a my musieliśmy jechać bokiem (ale i tak nas wytrzęsło.) W sumie to jednak opłacały się te trudy. Stamtąd znowu kawałek brukiem i dalej szutrem do Siemiatycz. Później jeszcze trochę główną droga przez Bug i trafiliśmy do schroniska.

Grabarka droga z Grabarki

3 VIII: Binduga - Kodeń (108 km)

Ruszyliśmy wzdłuż Bugu najpierw do Janowa Podlaskiego. Droga całkiem przyjemna, tylko trochę pofałdowana. W Janowie zwiedzamy stadninę koni (Tomek wpada nogą po kostkę i sakwą do błota) Potem drogą wzdłuż granicy do Terespola. Tam pani w schronisku mówi że w Kodniu (20 km dalej na południe) na pewno jest schronisko. Gdy się tam dotoczyliśmy okazało się coś zupełnie innego. Tak więc trafiliśmy na noc do domu pielgrzyma, warunki całkiem całkiem, tylko to 15 zł/os/noc...

...na zachód!

4 VIII: Kodeń - Urszulin (82 km)

Znowu pada. Ruszamy jednak dalej wzdłuż granicy. W sumie najgorsze było samo przemakanie. Jak już się było mokrym to było już wszystko jedno. Gdy tylko przystawaliśmy na chwilkę deszcz ustawał, a gdy ruszaliśmy dalej znowu zaczynało padać. Przez Sławatycze dotarliśmy do Włodawy. Tam schowaliśmy się pod jakimś daszkiem i chyba po godzinie przestało padać. Tak więc pojechaliśmy dalej dosyć monotonną drogą przez lasy (i później pola ;-)) do Urszulina.

5 VIII: Urszulin - Zawieprzyce (70 km)

Rano trochę siąpi deszczem, ale poźniej się wypogadza. Trasa jest krótka (ja chciałem tego dnia jechać już do Puław, ale nie znalazłem poparcia) i obijamy się niesamowicie. Na pewnym odcinku mamy średnią prędkość piechura. Na małym podjeździe w nieznany sposób bagażnik wraz z sakwami Łukasza ląduje za rowerem. Złamany bagażnik naprawiamy szkotem i drutem i jedziemy dalej. Spotkaliśmy trzech ludzi na góralach, zasuwali 30km/h, więc na chwilkę się podczepiliśmy, trochę pogadaliśmy i pod niezłą górkę nam uciekli. Na szczęście mieliśmy już tylko kawałek. Schronisko (szkoła) jest w ciekawym budunku przy skarpie (z 2-go piętra można wyjść na zewnątrz drzwiami) obok na górce nad rzeką są jeszcze ruiny zamku.

6 VIII: Zawieprzyce - Józefów n. Wisłą (115 km)

Pogoda super, więc ruszyliśmy na zachód. Teren stał się dosyć uciążliwy w okolicach Nałęczowa (podjazd, zjazd, podjazd...) Na szczęście ostatnie 12 km przed Kazimerzem było lekko w dół i poprowadziłem ekipę z prędkością 30km/h. W Kazimierzu tłok nieziemski, więc dosyć szybko się stamtąd wynosimy drogą na Annopol. Na końcu pierwszego podjazu usłyszałem jakiś trzask, chwilę później mówią mi, że jakoś dziwnie chodzi mi tylne koło. Okazało się, że poszła szprycha (oczywiście ze strony wielotrybu, żeby było trudniej wymienić) Poprawiłem trochę to kółko i powoli zajechaliśmy do Józefowa. Gdzieś po drodze stuknął tysięczny kilometr wyprawy.

7 VIII: Józefów - Opatów (96 km)

Ten dzień podważył do końca nasze małe zaufanie do promów. Najpierw czekaliśmy 0,5h żeby się dowiedzieć telefonicznie, że prom wozi tylko pieszych i rowerzystów (była duża woda). Gdy już dotarliśmy do przeprawy okazało się, że niczego tam nie ma. Jeszcze trochę się pokręciliśmy po okolicy no i musieliśmy wracać. W międzyczasie jeszcze zaczęło padać. W Józefowie bylismy ponownie około 13h mając przejechane 35 km. Ruszyliśmy do Annopola, tam mostem przez Wisłę i niestety główną drogą do Ożarowa. Po drodze Łukasz zaliczył pierwszą glebę po bliskim spotkaniu z moim tylnym błotnikiem. W Ożarowie schowaliśmy się pod daszek i rozpętała się burza. Po jakiejś godzinie powoli zaczęło przestawać i pojechaliśmy dalej. Koleinami na drodze płynęła woda i spotkanie z ciężarówką to była "sama przyjemność." Na przejeździe kolejowym moi towarzysze zaliczają kolejne gleby. Dalsza droga to zjazdy i podjazdy (na szczęście ruch już był minimalny) Po wodnych przejściach wielotryb wydaje dźwięki jak z betoniarki :-) Ostatecznie jednak dojechaliśmy...

8 VIII: Opatów - Kielce (70km)

Boczną drogą dojechaliśmy do Nowej Słupi. Mijając pielgrzymkę z Lublina, cieszyliśmy się że jedziemy na rowerach, a nie idziemy pieszo. Dalsza droga okazała się bardzo trudna, bo jakiś geniusz polał drogę smołą posypał kamieniami (to miał być remont) i już kilka kilometrów przed tym miejscem na drodze było dosyć nieciekawie (szczególnie spotkania z ciężarówkami) Musieliśmy skręcić na główną drogę. Do tego miejsca naliczyłem 18 podjazdów. Dalsza jazda też była pełna emocji - z przeciwka samochody wyprzedzają na trzeciego itp. W końcu kilka minut po 14 dojechaliśmy na dworzec w Kielcach. Szybka decyzja i 8 minut później jedziemy pociągiem do Sędziszowa. Tam godzina czekania i znowu wleczący się potwornie pociąg do Katowic. Później jeszcze 1h czekania, w pociąg do Rybnika i jesteśmy w domu.

Gdyby jeszcze mieć 2 dni czasu to dojechalibyśmy do domku (tak jak to sobie planowałem...)

— KONIEC —